Jakiś czas temu moja serdeczna przyjaciółka wypomniała mi, że sprawiam wrażenie istnienia wyłącznie w Internecie. W życiu zaś, zwanym realem, dodzwonienie się do mnie przekracza możliwości nawet bliskich znajomych. "Nie przesadzaj" - odpowiedziałem - "Jeszcze nigdy nie odmówiłem ci szklaneczki whisky bez względu na dzień tygodnia".

     Ale w zasadzie miała trochę racji. Rzeczywiście najskuteczniejszym sposobem jest kontakt wirtualny. Problem w tym, że pracuję w zupełnie nienormalnych godzinach, które na dokładkę zmieniają się jak w kalejdoskopie. W związku z tym często nie odbieram telefonów i nie odpisuję na SMS-y. Nie, wróć: odpisuję, tylko nie od razu.

     Za to zawsze czytam wszystkie e-maile, które przedrą się przez filtry antyspamowe. I gorąco polecam tę formę kontaktu, będzie najszybsza z możliwych. Jedyne o co proszę to tytuł e-maila określający sprawę - wpisanie wyłącznie słów "list", "prośba", "wiadomość" może wywołać problem, gdyż zauważyłem duże chętki programu antyspamowego do wycinania takich e-maili... I naprawdę to nie jest moja wina!

     Nie używam żadnych komunikatorów, zatem nie można mnie znaleźć na Skype, Gadu-Gadu czy innych tego typu usługach.